+2
Blister 16 grudnia 2019 13:09
Po udanych pobytach w Senegalu, Gambii i Wybrzeżu Kości Słoniowej, przyszedł czas na kolejne dwa kraje w regionie, do których można łatwo i względnie tanio się dostać i które cieszą się dobrą reputacją, czyli Togo i Benin. Po przylocie na lotnisko w Lome należy wypełnić krótki formularz i następnie zapłacić 20 Euro za 7 dniową wizę. Procedura jest realtywnie szybka jak na Afrykę – około 45 minut. Lotnisko jest kameralne i względnie nowe. Na zewnątrz, o 4 w nocy panował zaskakujący spokój. Było zaledwie kilka taksówek, ze sztywnym cennikiem. Możliwości negocjacyjnych nie było. Kilku kilometrowy kurs do centrum miasta kosztuje 5000 CFA, co zostało przez kierowcę niezbyt korzystnie przeliczone na 10 Euro. Niestety nie miałem innej możliwości, bo na lotnisku nie było czynnego kantoru.
Hotel z którego korzystaliśmy nazywa się Aurore i oferuje przyzwoite pokoje w rozsądnej cenie, 300 metrów od plaży.
Lome posiada najszerszą, miejską plaże jaką widziałem kiedykolwiek. Potrzeba około 5 minut na przejście jej szerokości. Wieczorami na plaży tętni życie, otwartych jest sporo barów, w których spędzają czas setki przyjaznych ludzi. Trzeba jedynie pamiętać, żeby po zmroku nie podchodzić w okolice wody, bo jak przestrzegli nas miejscowi jest duża szansa na zostanie okradzionym. Poza tym Lome, jak i każde miejsce które odwiedziłem w Togo, jest bardzo bezpieczne o każdej porze dnia i nocy.





W tle tankowce płynące z Nigerii.


Specyficznym miejscem w Lome jest położony na przedmieściach Akodessewa Fetish Market, na którym po zapłaceniu 5000 CFA wraz z anglojęzycznym przewodnikiem można obejrzeć, dotknąć i sfotografować liczne szczątki zwierząt wykorzystywane w lokalnej religii voodoo. Miejsce jest autentyczne i w trakcie naszej wizyty pojawiło się kilku klientów chcących zaopatrzyć się w kości.







Ścisłe centrum miasto zajmuje lokalny bazar, gdzie czuć klimat trzeciego świata, ale pomimo iż byliśmy jedynymi białymi nikt z lokalnych nie przekroczył granic zdrowego rozsądku, wobec nas.



Po Lome najłatwiej poruszać się skuterem, koszt ok 400 CFA. Na wieczór, oprócz barów na plaży polecam lokal z muzyką na żywo La Ville.

Warto z Lome pojechać w okolice Kpalime. Można zobaczyć wodospad lub zrobić lekki trekking. Podkreślam, że nie są to jakieś nadzwyczajne cuda przyrody, ale jest to okazja do zobaczenia innego krajobrazu Togo. Nocowaliśmy w piątym co do wielkości mieście kraju – Atakpame. Brak atrakcji turystycznych, ale jest to kolejna okazja do zobaczenia życia na prowincji.



Z Lome warto też pojechać do Togoville. Miasta, które odwiedził Jan Paweł II w 1980 roku, ale które jednocześnie jest zdominowane przez wyznawców voodoo. Najlepiej dostać się łodzią z Agbodrafo, koszt to 4000 CFA za osobę w obie strony plus przewodnik anglojęzyczny za 3000 CFA za osobę.









Niedaleko Lome jest też wioska Davedi, gdzie można zobaczyć typowe rolnicze życie mieszkańców.





Następnie udaliśmy się do Beninu. Jest to banalnie proste. Wystarczy stanąć przy głównej alei prowadzącej równolegle do morza i za chwilę zatrzyma się jakiś samochód jadący w stronę granicy. Taxi collective koszt 1000 – 1500 CFA za osobę. Przekraczanie granicy przebiega sprawnie. Wiza na 8 dni do Beninu kosztuje 10000 CFA. Znalezienie transportu na dalszą podróż też nie stanowi problemu. W Beninie spędziliśmy 4 noce w Kotonou, które było naszą bazą wypadową do poszczególnych miejsc oraz 2 ostatnie w kurorcie Grand Popo.
W Kotonou spaliśmy w hotelu Residences Easy. Generalnie obiekt jest warty polecenia.

Kolejnego dnia udaliśmy się zobaczyć wioskę Ganvie, zbudowaną w całości na jeziorze Nokoue. Wioska znajduje się około 15 minut rejsu łodzią motorową od brzegu. Cena to 5000 CFA od osoby dla właściciela łodki i łącznie kolejne 5000 CFA dla anglojęzycznego przewodnika. Cały tour trwa około 2 godzin. W wiosce żyje około 30 tysięcy ludzi, co powoduje iż funkcjonuje tam normalne życie - znajdują się sklepy, restauracje, szkoła. Niewątpliwie, nie jest to najwygodniejsze miejsce do życia :)











Po Kotonou najwygodniej poruszać się moto taxi, których są tysiące. Koszt jazdy po mieście to 400 – 500 CFA. W mieście nie ma szczególnych atrakcji, warto zobaczyć gwarny Central Marche, a celem kupienia pamiątek Artisanal Center (czynny do zmroku), gdzie znajduje się około 30 sklepów z maskami, biżuterią i innymi drobiazgami.



Kolejnego dnia odwiedziliśmy miasto Ouidah, słynące z corocznego, odbywającego się około 10 stycznia festiwalu voodoo. Poza okresem festiwalowym miasto ma całkiem przyjemną i relaksującą atmosferę. Warto zobaczyć Świątynie Pytona, lokalny market, zaniedbane budynki kolonialne i pojechać motorem za 500 CFA, około 4 km nad morze, szlakiem pokonywanym niegdyś przez niewolników, którzy tym "spacerem" żegnali się z Afryką. Nad morzem znajduje się tzw. Brama bez Powrotu, kilka sklepów i tania, przyzwoita restauracja. Do Ouidah z Kotonu można najwygodniej dostać z okolic ronda Etoile Rouge, gdzie po chwili na widok białego turysty zatrzyma się collective taxi, koszt to max. 1500 CFA za osobę.









Kolejnego dnia pojechaliśmy do administracyjnej stolicy kraju Porto Novo (collective taxi z okolicy Central Marche). Podobnie jak Ouidah, miasto ma odmienny charakter od hałaśliwego Kotonou. Warto zobaczyć kameralny pałac królewski, świątynie voodoo – Zangbeto, katedrę przerobioną na meczet, kolonialne budynki.









Kolejnego dnia przenieśliśmy się do kurortu blisko granicy z Togo – Grand Popo. Polecam hotel Ramaya Auberge Espagnole. W miasteczku znajduje się kilka restauracji i barów, życie nocne jest raczej na skromnym poziomie, natomiast pozytywne wrażenie sprawiają puste i szerokie plaże.







Warto poobserwować pracę lokalnych rybaków.






Powrót do Togo był bardzo sprawny. Przejście graniczne jest dobrze oznakowane, należy wykupić kolejną wizę za 10000 CFA na 7 dni.

Odlot do Europy mieliśmy w środku nocy. Znalezienie taksówki zajęło nam 2 minuty. Koszt to 3000 CFA, nie miałem już ochoty na targowanie :) Na lotnisku karty pokładowe były sprawdzane wiele razy, ale nie było żadnych niemiłych niespodzianek.

Reasumując, wyjazd oceniam pozytywnie. Oba kraje są bardzo bezpieczne. Wielokrotnie po ciemku odwiedzaliśmy miejsca nawet na przedmieściach miast i nikt nas nie nagabywał, nie zaczepiał, nie był nachalny. Zarówno Togijczycy jak i Benińczycy są w zdecydowanej większości uczciwi, uprzejmi i pomocni. Nawet małe dzieci, gdy rozdawaliśmy im słodycze nie rzucały się na nas i nie próbowały wziąć więcej niż powinny :) W obu krajach jest garstka białych turystów, co powoduje iż miejscowi ludzie nie nauczyli się jeszcze wyzyskiwania białych turystów nieznających języka francuskiego :)
Na północy Togo i Beninu, gdzie nie byliśmy, znajdują się parki narodowe, które stanowią chyba jedyną możliwość zobaczenia żywych, dzikich zwierząt.
Jest bardzo tanio:
- litr ginu od 1500 CFA,
- litr whisky od 2500 CFA,
- paczka papierosów od 300 CFA (Concorde),
- smaczna ryba z frytkami w lokalu ze średniej półki 2500 CFA,
- smaczna ryba z ryżem w przydrożnym barze 800 CFA,
- duże maski od 10000 CFA.






Należy podkreślić, że nie są to kraje dla turystów żądnych podziwiania zabytków czy cudów przyrody. Natomiast są to ubogie kraje, pozbawione masowej turystyki, w których żyją w skromnych warunkach, miliony pozytywnie nastawionych do życia ludzi i dzięki temu można poznać autentyczny, inny świat.

Dodaj Komentarz