0
marcinsss 14 lipca 2021 08:38
Wcale nie chcieliśmy lecieć do Turcji.

Byliśmy już dwa razy i bardzo Turcję szanuję za poziom obsługi, stosunek jakości do ceny oraz smak i ilość słodkości w ramach all inclusive. No ale trzeci raz? Bez przesady...
Rozważaliśmy kilka innych kierunków, ale zawsze coś było nie tak. A to pora roku nieodpowiednia (Malediwy, Kostaryka), a to sytuacja COVID-owa niepewna (Am. Południowa), a to ważność paszportu za krótka (w Kenii i Jordanii wymagane 6 miesięcy, no i kilka dni by brakło).

I tak się wahaliśmy, a @Lastminuter.pl wrzucał te swoje niesamowite cenowo oferty i kusił...*
W końcu Najdroższa stwierdziła, że w Kapadocji już była, ale balonem nie leciała, więc jakby się nie liczy... I tak Turcja wyszła na czoło listy na lipiec '21.

Biorąc pod uwagę, że mój pracodawca jest skłonny pokrywać znaczącą część wydatków na wypoczynek, ale tylko w formie zorganizowanej przez zawodowe biuro podróży, to pierwotny plan wyglądał następująco.
1. Kupujemy "olkę" z jakiegoś biura podróży na 7-10 dni. Oczywiście jakieś fajne 5*
2. Kupujemy bilety lotnicze na trasie Antalya - Kapadocja
3. Organizujemy 2-3 nocki w Kapadocji + lot balonem
4. Jedziemy i jest tanio i zajefajnie.

Decyzja o wyjeździe podjęta w niedzielę 11.07, dwa dni później (czyli wczoraj) większość zakupów i formalności załatwiona i lecimy 16.07.
Tyle tylko, że wyjazd ten będzie wyglądał zupełnie inaczej. :lol:

Nie będzie biura podróży, za to będzie ciekawostka lotnicza: inauguracyjny lot na nowej trasie Turkish Airlines Warszawa - Antalya. Myślicie, że będzie jakiś szampan z tej okazji? :lol:

Zapraszam na moją pierwszą próbę zrobienia live z wyjazdu.


* - wbrew pozorom relacja nie jest sponsorowana, ale jeśli @Lastminuter.pl poczuwa się do postawienia jakiegoś piwa czy coś, to pewnie dam się namówić. 8-)Historia lotu TK4084 WAW-AYT jak widać nie istnieje, a ja sobie przy okazji poćwiczyłem dodawanie postów z Tapatalka, bo to dla mnie nowość. [emoji16]
Screenshot_20210715_094830_com.flightradar24free.jpg

No to jedziemy.

Barbarzyńska pora wyjazdu to efekt mieszkania na bezlotniskowiu. To znaczy mamy obok jedno, ale tam tylko szybowce i spadochroniarze.

Powoli zaczynam żałować tytułu relacji, bo życie stara mi się do niego mocno dopasować. Co bym nie planował, to zawsze wychodzi jakieś "ale" .
Najpierw mieliśmy jechać do Warszawy samochodem i nawet już zarezerwowałem parking, ale Najdroższa coś zaczęła przebąkiwać o starych dziadach usypiających za kierownicą* i znalazłem jakiś autokar. Co prawda trzeba było wcześniej o 2h wyjechać, ale za to można było dłużej posiedzieć na lotnisku. [emoji38]

Jak już prawie kupiłem bilety na ten autokar, ale na szczęście sprawdziłem, czy mogę jeszcze odwołać parking. I okazało się, że od kilku godzin już nie. A ponieważ nie lubimy marnotrawstwa, to nie można było dopuścić, żeby się miejsce na parkingu marnowało...

Droga też miała być spokojna z pięknym wschodem słońca, ale natura zaserwowała nam inne piękne widowisko - pokaz błyskawic i piorunów. Szkoda tylko, że połączony z ulewnym deszczem przez większość drogi, co jazdy nie uprzyjemniało.

Ciekawostka jest sam parking. Pierwszy raz z takiego korzystam - w cenie nie ma transferu. Zaletą jest to, że jest o 100 PLN/tydzień tańszy, niż te z transferem. Jakoś na Bolta wystarczy.

Checki-in z małym fuksem - pani na biznesie się nudziła i zaprosiła nas do siebie. Za to na fast track trafiliśmy pechowo na kolejkę. Niedługa, ale zawsze... Za to za nami nikogo nie było.

Jak na razie ten historyczny lot niczym się nie różni od normalnych. Żadnych czerwonych dywanów czy baloników przy bramce.

Na razie tyle, reszta z Turcji, jak jakiś internet ogarnę.

* Oczywiście powiedziała to jak prawdziwy dyplomata. Jeżeli ktoś nie zna tego starego kawału, to spieszę wyjaśnić, że dyplomata to człowiek, który potrafi powiedzieć" spieprzaj" w taki sposób, że zaczynasz odczuwać ekscytacja przed zbliżającą się podróżą.

Screenshot_20210716_025356_com.google.android.apps.maps.jpg


Screenshot_20210716_025517_com.spotify.music.jpg


IMG_20210716_045709_edit_13455821772425.jpg

@flus Z Konina na wschód zawsze autostrada. To było o 3 rano i nie zauważyłem, że zostały w pamięci ustawienia "unikaj opłat" z ostatniego powrotu z Poznania. Dopiero jak mi kazał w dziwną stronę skręcać, to skorygowałem. A screen został. No ale teraz przynajmniej wiem, że ktoś to uważnie czyta i ogląda. :)

Balony mam umówione po 70 euro od osoby z hotelem. To, co mi się udało znaleźć na www albo dopytać mailem u organizatorów lotów, było sporo droższe, natomiast ludzie, którzy korzystali z pośrednictwa hotelu piszą bardzo dobre opinie.

Co do lotu, to jestem delikatnie rozczarowany. Głównie dlatego, że miałem zbyt wygórowane oczekiwania. Już nawet nie wspominam o braku czerwonego dywanu i szampana, ale to był mój pierwszy lot TK i po opiniach jakie czytałem, to spodziewałem się jakiegoś WOW!. A tu bez szału. Jedzenie dobre, ale nie bardzo dobre. System rozrywki na plus, ale to nie jest akurat bardzo ważne. Bardzo ciasno rozstawione fotele, mam wrażenie, że gorzej niż w Wizz i Rayanie. No i do tego praktycznie komplet pasażerów, do tego dużo rodzin z małymi dziećmi. A z Antalyi przyleciało 15 osób.

Biznes wyglądał całkiem nieźle, w porównaniu do tego, co do tej pory widziałem na wąskich kadłubach.

Mieliśmy też nietypowego pasażera, zdjęcie poniżej.

Wystartowaliśmy z godzinnym opóźnieniem. Myślę, że z powodu ulewy i burzy, które nas dogonily. Lot, jak lot. Bez przygód. Ładowanie z opóźnieniem, ale mamy bezpieczny zapas czasu.

Na lotnisku bardzo sprawna kontrola paszportów i tylko paszportów. Może dlatego, że resztę papierów (COVID-owych) sprawdzono nam na chek-in.

Humor poprawiła mi obywatelka Kazachstanu w średnim wieku, która stojąc niemal obok tablicy informacyjnej, dopytywała się w informacji "Gdzie będzie mogła odebrać swoje cziemadany". Młode dziewczę w informacji oczywiście nic z tych pytań nie rozumiało. Pomogłem ciotce, a ubawiło mnie jej szczere oburzenie, że "Ja kto? Czemu oni po rosyjsku nie rozumieją?"

W dalszą drogę wyruszyliśmy tramwajem. Przystanku nie da się nie zauważyć - to ta estakada na wprost wyjścia. Zamiast biletów skorzystaliśmy z kart płatniczych. Jeszcze w Polsce, przed wyjazdem, skojarzylen je z kodem HES. Za przejazd płaci się na bramkach wejściowych na peron. Trzeba przyłożyć kartę i kilka sekund poczekać. Zarówno Revolut jak i Curve dały radę, a niemal godzina jazdy kosztowała 1,67 PLN..

I ma dzisiaj tyle, bo padam. Muszę odespać.
IMG_20210716_071224_edit_16309480737094.jpg


IMG_20210716_071257.jpg


IMG_20210716_070004.jpg

Najpierw mała retrospekcja.
W Alanii, a dokładniej w Side byliśmy w 2007 roku. Nasza córa miała wtedy 7 lat i byliśmy na etapie "podróżowania" głównie do hoteli, gdzie było dużo darmowych lodów, coli, basenów (najlepiej że zjeżdżalniami) i wieczornych animacji dla dzieci. Kurde, do dzisiaj pamiętam fragmenty tych debilnych, ale łatwo wpadających w uch piosenek z Mini Disco Show. [emoji38]
Pojechaliśmy wtedy na wycieczkę do Pammukale, połączona oczywiście że "zwiedzaniem" fabryk dywanów, kurtek i sklepów z różnymi "pochujami na kurz"*

Córa z wycieczki nie była zbytnio zadowolona, zwłaszcza, że usłyszała, że kąpiel w Basenie Kleopatry odmładza o 10 lat...
- Tata, a ja mam tylko 7, to co teraz? Czy ja zniknę?

Jak przyszedł temat dwudniowej wycieczki do Kapadocji, to było jasne, że tylko jedno z nas pojedzie, bo drugie zostaje z dzieckiem w hotelu. Czemu wyszło tak, że pojechała Najdrozsza? Nie mam pojęcia. Być może miało to jakiś związek z tym, że ja pojechałem sam na całodniowy rafting. Kto to dzisiaj dojdzie, jaką była prawda... ;)

No w każdym razie Najdrozsza pojechała, Turcy jej nie zjedli, a wrażeń i opowieści przywiozła na oddzielna relację. Jedna z opowieści, te że jedzie się całymi godzinami przez jakieś płaski trawiaste stepy i nie ma na czym oka zawiesić.

Wracamy do czasów współczesnych.
Jak już zatem zdecydowaliśmy, że jedziemy autobusem do Kapadocji na początek naszego pobytu, to najpierw zakładaliśmy bezpośredni przejazd nocnym kursem. Bo to i przy okazji nocleg z głowy. Później włączyło mi się tentegowanie:
1. nocka zawalona, bo dojazd do Warszawy
2. w autokarze
3. i 4. w Kapadocji to wiadomo, że się wstaje przed switem
5. powrót z Kapadocji
i jeszcze 8. bo lot do WAW startuje o 5 rano**
W dodatku musielibyśmy się od południa do północy błąkać po Antalyi z bagażami.

Fajny ten wypoczynek się zapowiadał, taki mało wypoczynkowy.

Trzeba było cóż zmienić i wtedy pojawił się pomysł na nocleg w połowie trasy. O 15:30 wsiadamy zatem w wysłużonego, ale całkiem sprawnego Mercedesa i ruszamy do miasta Konya.

Cdn. a teraz muszę spadać z hotelu żeby choc trochę tego "konia" zobaczyć.

Słabo mi ten live idzie, już 24h opóźnienia. :(


* - zapożyczone od Grzegorza Dolniaka. Jak ktoś nie zna, to polecam.
** - Nawet relacja miała mieć tytuł "Bądź jak sowa" czy "Nietoperze na szlaku"

Image Image ImageNo to już mam 48h opóźnienia [emoji38]

Wyruszamy w stronę Konyii

Początkowo droga prowadzi w niedalekiej odległości od wybrzeża, a po prawej stronie w oddali było widać, mniej lub bardziej, kiczowate wieżyczki hoteli.

Obsługa w autobusie super. Co chwilę rozdają wodę i zabierają śmieci, na początku byl też soczek i jakieś ciastko. Niestety w autokarze nie ma WC i nie działa Wi-Fi. Są za to gniazdka 230V i USB. Maseczki obowiązkowo i pilnują tego. Było też odkażanie rąk.

Kiedy zaczęliśmy się oddalać od morza spodziewałem się, że zaczną się te nudne stepy, które pamiętała Asia. A zaczęły się góry. I nie chciały się skończyć. Albo Asia jechała inna trasą, albo jej bardzo dobra (czasami zbyt dobra ;)) pamięć splatała jej figla. Rzut oka na mapę i wygląda, że nie bardzo da się te góry objechać. Ten łańcuch górski to Taurus. Ma 1500 km długości i 200 szerokości, a najwyższe szczyty mają ponad 3.500 mnpm.

Po drodze sporo ładnych widoków. Niestety jadąc autobusem nie ma się żadnej kontroli na wykonywanymi zdjęciami. Dla nas to nowa sytuacja. Przeważnie jeździliśmy wynajmowanymi autami. Gdybyśmy i teraz takie mieli, to byłoby kilkanaście stopowy i kilkaset zdjęć więcej. [emoji38] A ta, to na zdjęciach jest to, co aż kurat udało się ustrzelić między drzewami.

W pewnym momencie zrobiło się swojsko, jak na polskiej drodze w okolicach granicy z Niemcami. Tysiące krasnali i innych cudowności. :)

Do Konyi dojeżdżamy już po zmroku. Wysiadamy przy dworcu kolejowym. Nie kombinuję, tylko biorę taxi do hotelu. Koszt ok 12 PLN za ok 3,5 km.

Na tę nockę mamy zarezerwowany Nun Hotel. Gdyby nie straszliwy smród papierosowy w pokoju, to bym może nawet polecał, a tak, to raczej sugeruje poszukać czegoś innego. Zalety hotelu to cena i bardzo dobre śniadanie. Lokalizacja taka sobie, czystość ujdzie, ale ręczniki mocno zużyte. Pokoj malutki, więc nie siedzimy tam tylko idziemy zjeść coś na kolację.

Bylo ok. 21:00 i spodziewałem się większego ruchu na ulicach, a tu raczej już zamykali sklepy i knajpy, a w tych otwartych pustki.

Drugi z kolei lokal, do którego weszliśmy wyglądał wystarczająco schludnie i pachniał na tyle ładnie, że zamówiliśmy kebap (dla mnie) i sałatkę (dla Asi). Jak zaczęli przynosić, to ledwo się te wszystkie dodatki pomieściły na malutkim stoliczku. Mi smakowało wszystko, Najdrozsza stwierdziła, że salatka zjadliwa. Koszt ok. 35 PLN.

Po drodze jeszcze zakup baklawy (pyszna!) i śliwek na później.

Powrót do śmierdzącego pokoju i do spania. Zastanawiałem się nad zmianą pokoju, ale raz, że nam się nie chciało, a dwa, że powonienie szybko się przyzwyczaja i przestajesz czuć takie przykre zapachy. Image Image Image Image Image Image Image"Poranek jest mądrzejszy od wieczoru." mówi stare przysłowie.
Nowe przysłowie, które właśnie wymyslilem, dodaje do tego "... i mniej smrodliwy."
Również śniadanie bylo na tyle dobre, że poprawiło humory i opinie o hotelu. Na szczególne wyróżnienie zasługują krążki cebulowe oraz pomysł umieszczenia między serami dwóch rodzajów pysznej chałwy.

Autokar mamy o 14:00, hotel do 12:00. Po przeanaliziwniu różnych opcji ostatecznie zabieramy ze sobą wszystkie bagaże, opuszczamy hotel i jedziemy troszkę pozwiedzać.

Te "wszystkie bagaże" to dwa plecaki w wymiarach dużego podręcznego o ŁĄCZNEJ wadze ok 12 kg, nieduża torba z aparatem fotograficznym i mały plecaczek na podręczne pierdoły. Biorąc pod uwagę, że w Turkiszu jest 23 kg rejestrowanego, 8 kg podrecznegi i przedmiot osobisty, to żeśmy nie poszaleli, ale kilka ostatnich lotów Rayanem wyrabia w człowieku pewne nawyki. A właściwie zabija nawyk zabierania różnych gratów na wszelki wypadek.

Konya wskoczyła nam w grafik dość przypadkowo i niespodziewanie. W dodatku czasu nie mamy zbyt wiele, idziemy więc zobaczyć tylko to, co tu najsłynniejsze - Muzeum Mevlany i sąsiadujący z nim meczet Selimiye.

Meczet, jak meczet. Duży, ładny, z XVI w.
Z ciekawostek:
Pierwszy raz widziałem sprzęt do utrzymywania maczetowego dywanu w świetnej kondycji.
Pierwszy raz widziałem, żeby w dużym i popularnym wśród turystów meczecie nikt nie pilnował przestrzegana zasad. Niektórzy turyści wchodzili tam, jak za przeproszeniem, do obory. W zdecydowanie nieodpowiednim stroju, a w samym meczecie poćwiczyli jogę "bo taki mięciutki ten dywan".

Muzeum Mevlany też szału nie zrobiło, ale to pewnie dlatego, że powinno się je zwiedzać z przewodnikiem, który przy okazji opowiedziałby co nieco o tym niesamowitym człowieku.

Smutne, że żyjący 800 lat temu gość miał o wiele bardziej otwarty umysł, niż znakomita większość nam współczesnych.
Specjalistą od poezji sufickiej zdecydowanie nie jestem, ale łapcie kilka jego utworów, które mi wpadły w oko w internetach. Może kogoś to zachęci do zgłębienia tematu.


Dom
Jeśli dziesięciu ludzi chciało wejść do domu i tylko dziewięciu znalazło wejście,
dziesiąty nie powinien mówić: „Taka jest wola Boga.”
Powinien zrozumieć naturę swych wad.

Wysiłki
Zwiąż dwa ptaki razem, Nie będą mogły fruwać, choć mają teraz cztery skrzydła.

Kurz na lustrze
Życie/Dusza jest jak czyste lustro, ciało to pokrywający je kurz.
Piękno w nas jest niedostrzegalne, gdyż pokrywa nas kurz.

Czym będę
Stale od nowa odrastałem jak trawa. Przeżyłem siedemset siedemdziesiąt
Kształtów.
Umarłem w świecie minerałów i stałem się rośliną.
Umierając w świecie roślin, stałem się zwierzęciem.
Umarłem jako zwierzę i stałem się człowiekiem.
Więc dlaczego mam się bać zniknięcia
przez śmierć?
Kiedy umrę następnym razem,
Otrzymam skrzydła i pióra anielskie
A później wzniosę się wyżej niż anioły. Ku czemuś niewyobrażalnemu.
Tym będę.

Z eksponatów w muzeum zrobił na mnie wrażenie płaszcz poety (800 lat) oraz kilkusetletnie, bardzo ozdobne, wydania Koranu.

A obok muzeum zrobili wrażenie policjanci na elektrycznych hulajnogach.

Odjazd mamy z dworca autobusowego, który jest znacznie dalej, niż kolejowy, gdzie wysiadaliśmy. Łapiemy dolmusza, co samo w sobie jest przygoda, gdyż jeżdżą one którędy chcą i kiedy chcą. Ostatecznie 12 km pokonujemy w ok. 30 min. za ok. 1,50 PLN od łebka.

Autokar okazuje się jeszcze lepszy od poprzedniego. Przede wszystkim działa Wi-Fi. Pan steward bardzo dba o naszą higienę i po każdym przystanku obficie zlewa wszystkim ręce jakimś przyjemnie pachnącym specyfikiem odkażająco-odswiezajacym. W dodatku udało się zarezerwować fotele z widokiem (w pierwszym rzędzie). Jest dobra kawa. No tak, to można jechać.
Korzystając z tego, że mam dostęp do sieci chciałem napisać kawałek niniejszej relacji, ale zgodnie z jej tytułem oczywiście nie mogło być tak, jak sobie zaplanowałem.

Po kilkunastu minutach od startu ktoś popukał Najdrozszą w ramię, a nieśmiały, damski głos zapytał:
- Where are you from?
To niezwykle oryginalne zagajenie okazało się być początkiem bardzo ciekawej rozmowy z dwiema nauczycielkami Koranu (24 i 27 lat), które właśnie wracały z Konyi do domu w Aksaray. U nich z angielskim mocno słabo, u nas z tureckim w ogóle, ale z pomocą Google udało się pogadać. One nam opowiedziały o szkole w Turcji, o ich pracy i życiu, my im o szkole w Polsce (gdyby ktoś nie kojarzył, to Najdrozsza też jest nauczycielka, tylko nie Koranu) i o podróżach po świecie.
Im się chyba też podobało, bo na koniec stwierdziły, że to była ich najciekawsza podróż w życiu na tej trasie. A może tylko uprzejme były? :)

Dziewczyny wysiadły w Aksaray, a mi bardzo spodobał się wulkan Hasandagi (wysoki na 3253 m), u stóp którego to miasto leży.

Mimo, że cała trasa z Konyi do Goreme to tylko 3,5h, to jeszcze nie koniec przygód w trasie. Ale to już w następnym odcinku. Image Image Image Image Image Image Image Image Image

Dodaj Komentarz

Komentarze (10)

flus 16 lipca 2021 12:08 Odpowiedz
Kol. @marcinsssBylo jechac autostrada, to bys moze sie nawet w dwoch godzinach zmiescil. A koszt 9,90 zl do Strykowa chyba nie jest bardzo duzy przy ponad 40 min oszczednosci czasu (mozna np. dluzej pospac).Czas to pieniadz, a w tym przypadku koszt oszczedzonej godziny (w przeliczeniu) wychodzi nawet mniej niz minimalna stawka godzinowa za prace w Polsce.
juggler5 16 lipca 2021 12:08 Odpowiedz
Czekamy, daj znać za ile ogarnąłeś balony, bo rozpiętość cenowa jest kosmiczna :)
elwirka 17 lipca 2021 17:08 Odpowiedz
marcinsss napisał:Kurde, do dzisiaj pamiętam fragmenty tych debilnych, ale łatwo wpadających w uch piosenek z Mini Disco Show. [emoji38]A ram, sam, samA ram, sam, sam…Tyle lat minęło, ale jak się to czasem człowiekowi uczepi, to nie ma zmiłuj;-)
tarman 17 lipca 2021 17:08 Odpowiedz
@elwirka masz na myśli tą??[emoji3][emoji3][emoji3]https://youtu.be/3iC4qBOmZ_Q
katka256 17 lipca 2021 17:08 Odpowiedz
Tydzień temu dokładnie byłam w Kapadocji, lot balonem hotel nam oferował za 45e w większym koszu lub 55 w kameralnym. Ale że moje dzieci się boją, że wysoko, długo, siku to pojechałyśmy tylko na wschód słońca. Wyjazd o 4:30- powrót o 6:00. Co smutne, 2 balony pełne ludzi, nie wystartowały, nie wiem dlaczego. Dzieci stwierdziły, że znając nasze szczęście, na pewno byłybyśmy, w którymś z nich.Polecam Hammam Elis w Goreme, żonie na pewno powinno się spodobać, prawie w samiutkim centrum, za przystankiem autobusowym.
juggler5 19 lipca 2021 12:08 Odpowiedz
Na expedii kupiliśmy lot po 55$ czyli plus minus 45E wiec warto szukać
marcinsss 23 lipca 2021 17:08 Odpowiedz
Relację do tej pory robiłem z telefonu przez Taptalk. Tam wyglądało to OK, ale jak wszedłem przez www i zobaczyłem te posklejane zdjęcia. to odpuściłem sobie dalsze wpisy. Ciąg dalszy będzie, ale już z domu, nie live i z komputera.
buby 18 sierpnia 2021 23:08 Odpowiedz
marcinsss napisał:Relację do tej pory robiłem z telefonu przez Taptalk. Tam wyglądało to OK, ale jak wszedłem przez www i zobaczyłem te posklejane zdjęcia. to odpuściłem sobie dalsze wpisy. Ciąg dalszy będzie, ale już z domu, nie live i z komputera.Długo latacie tym balonem ;-)
marcinsss 18 sierpnia 2021 23:08 Odpowiedz
@BuBy Jak powiedziałem, że napiszę, to napiszę. Nie trzeba mi co miesiąc przypominać... :lol:
katka256 11 września 2021 23:08 Odpowiedz
@marcinsss aż strach przypomnieć :twisted: