0
tropikey 25 listopada 2021 23:47
Mogę już chyba zacząć nadawać. Siedzę w samolocie do Sao Paulo, wydaje się więc wielce nieprawdopodobne, by coś mogło stanąć w poprzek drogi do mojego celu. Na wszelki wypadek splunę jeszcze tylko delikatnie po trzykroć przez lewe ramię (mam tu akurat taką odpowiednią szczelinę z boku fotela) i ruszamy...

Jest to poniekąd kontynuacja relacji przez-litwe-do-ftl-a-na-zywo,1509,160946 .

Cel tamtej podróży (czyli status FTL) został zrealizowany, ale punktów statusowych w Miles&More uzbierało się w tym roku na tyle dużo, że siłą rozpędu postanowiłem doczłapać do poziomu wyższego, czyli senatora. Człapanie to przebiegać będzie następująco:

Image

Przekładając język mapy na ludzki, trasa wyjazdu jest taka:
1) Gdańsk - Warszawa - Madryt, LOT
2) Madryt - Lizbona - Sao Paulo (Guarulhos), TAP
3) Sao Paulo (Congonhas) - Rio de Janeiro (Santos Dumont), LATAM
4) Rio de Janeiro (Santos Dumont) - Sao Paulo (Guarulhos) - Foz do Iguaçu, LATAM
5) Foz do Iguaçu - Sao Paulo (Congonhas), Azul
6) Sao Paulo (Guarulhos) - Lizbona - Madryt, TAP
7) Madryt - Warszawa - Gdańsk, LOT.

Pokręcone i gdzieniegdzie napięte czasowo, ale czegóż się nie robi dla statusu, zwłaszcza gdy tegoroczne ułatwienia w jego uzyskaniu mogą się prędko nie powtórzyć. Jedni robią jedno- lub dwudniowe obloty po Skandynawii, inni lecą na weekend do Kanady, a ja moje "kreski" łączę z nieco dłuższym, bo 10-dniowym wyjazdem do kraju Caipirinhą płynącego :D .

A tak w ogóle, ten "Barry" w tytule, to co za jeden? - zapyta być może ktoś z Was, (zwłaszcza przedstawiciel młodszej generacji).
Oto i on w pełnej krasie i to w wersji live (jak na relację "live" przystało):

https://youtu.be/OoqpwRwGaCM

Od kiedy pamiętam, piosenka ta jest głęboko wyryta w mej jaźni. I wcale nie dlatego, że Barry Manilow jest jakimś moim ulubieńcem. Nazwałbym to raczej zarośniętą już drzazgą wbitą przed laty w kształtujący się gust kilkuletniego dziecka, któremu podobał się kicz wszelakiej maści z Liberace włącznie (oczywiście z taśm archiwalnych :D ). Po kilku dekadach nadszedł czas, by skojarzenia małego Bartusia związane z tytułem piosenki Barry'ego skonfonrontować z rzeczywistością widzianą oczami Bartłomieja.

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu TapatalkaNajpierw retrospekcja.

Pobudka o 3:00 (!), szybki przejazd na lotnisko GDN w towarzystwie zgarniętego po drodze drugiego tetryka (tego, który przewijał się w niektórych innych moich relacjach) i jestem już po odprawie bagażowej oraz teście antygenowym (wymaganym od przybywających do Brazylii).
O dziwo, przed boardingiem na lot do Warszawy udaje się nam wpaść jeszcze na 10 minut do saloniku. Czasu wystarczy w sam raz na poranną bułkę i sok.

Image

Image

Lot do WAW jest bardzo punktualny. Teraz czeka nas ok. 3 h oczekiwania na lot do MAD. Wreszcie mogę zjeść porządne śniadanie. Salonik LOT-owski oferuje ku temu wyśmienite warunki, nawet w czasie zarazy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dzisiejszy lot do Madrytu obsługuje śliwka nałęczowska.

Image

Przed odlotem mamy jeszcze przegląd sporej części rządowego parku maszyn latających.

Image

Image

Image

Image

Niedługo po starcie skrzętnie korzystam z bardzo smacznego posiłku (na który wciąż mam miejsce :D ). Po tym, co niedawno koledzy pisali o spustoszeniu poczynionym przez Lufthansę w cateringu w europejskiej kl. biznes, oferta naszego narodowego czempiona prezentuje się pierwszorzędnie. Gdyby jeszcze tylko bułeczki nie były takie zimne.

Image

Image

Po przylocie do MAD zaskakuje mnie obfita pokrywa śnieżna na szczytach widocznych z okien samolotu. Na zdjęciach słabo to widać, ale zaryzykuję :)

Image

Image

Po wyjściu z samolotu musimy niestety odebrać bagaż i nadać go na lot TAP-em. Wbrew zapewnieniom otrzymanym od obsługi klienta LOT, w Gdańsku nie było możliwości nadania bagażu na całą trasę, pomimo tego, że LO i TP są w jednym sojuszu. Zapas czasu mamy wystarczający aż nadto, więc nie jest to jakiś wielki problem.
Jest tu niestety bajzel informacyjny, na skutek którego wraz ze sporą grupą innych pasażerów naszego lotu kierujemy się do złej sali odbioru bagażu. Tam sprawdzają jedynie nasze karty lokalizacyjne, ale po bagaż musimy udać się najpierw na zewnątrz i iść kawał drogi aż do drzwi tej właściwej sali, przez które ktoś z obsługi wpuszcza nas "pod prąd" do taśm z bagażami.
Mając je już w garści czekamy jakieś pół godziny aż otworzą się stanowiska TAP do odorawy bagażowej. Na szczęście, jest jeszcze jeden lot wcześniej od naszego i możemy nadać bagaż w czasie odprawy na ten właśnie lot. Co ciekawe, agent mówi nam, że gdyby było jeszcze jedno wolne miejsce w biznesie, moglibyśmy polecieć do Lizbony tym wcześniejszym lotem. No, ale jest tylko jedno...

Przechodzimy przez fast track i trafiamy do Sala VIP Alcala. Jest sporo ludzi, ale lokal jest bardzo obszerny, a poza tym, z upływem czasu robi się coraz luźniej. O 19:30, gdy nadchodzi pora kolacji i donoszą jakieś ciepłe dania, w środku jest już tylko tuzin gości.
Co do gastronomii, to jest całkiem w porządku. Minusem jest może tylko to, że wszystkie dania (za wyjątkiem paczkowanych do samodzielnego wzięcia z chłodni) są wydawane przez obsługę. To jednak, co wydają, jest smaczne. Na kolację wciągam curry z soczewicą, sałatkę z awokado i quinoa oraz sałatkę z kaszą i burakiem.

Image

Image

Image

Nadchodzi pora lotu do Lizbony. Wsiadamy do świeżutkiego Embraera 190 z masą miejsca na nogi w pierwszym rzędzie. Lot trwa tylko 50 minut, ale i tak wyrabiają się z podaniem posiłku.

Image

Koniec retrospekcji.

Tak oto jesteśmy znowu w momencie, w którym zasiadamy w A330 lecącym do Sao Paulo.

Image

Cdn :)Tu mnie masz :D
Właśnie zameldowaliśmy się w hotelu i pierwsze co robimy, to jemy śniadanie (w samolocie oczywiście też było) :D

Dalsza część za jakiś czas, bo mamy dziś intensywny dzień w SP....TAP Portugal ponownie staje w pełni na wysokości zadania. To mój trzeci w tym roku (po lotach LIS-CUN i CUN-LIS) "dalekobieżny" odcinek na pokładzie tej linii i potwierdza się, że jest to porządnej klasy średniak. Nie ma może powodu do jakiegoś szczególnego zachwytu i wychwalania ich w niebogłosy, ale to, co składa się na ich ofertę w klasie biznes jest po prostu solidne i zadowalające.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Przy okazji poprzedniej wizyty w Sao Paulo rozpływałem się nad tym, jak mało czasu minęło od opuszczenia samolotu do wyjścia z lotniska. I tym razem przebiega to iście ekspresowo. Samolot pezyziemił o 7:00, a pół godziny później stoimy na zewnątrz czekając na Ubera.
Tu drobną ciekawostka. Przed odbiorem bagażu korzystam z lotniskowego WiFi i sprawdzam dostępność oraz ceny przejazdu Uberem. Za kurs do naszego hotelu w pobliżu Av. Paulista pokazuje się cena ok. 90 BRL, czyli zgodnie z oczekiwaniami. W tym momencie nie zamawiam jeszcze kursu, bo nie wiem dokładnie, kiedy wyjdziemy na zewnątrz (kto wie np. czy komuś nie przyjdzie do głowy wziąć nas na bok do jakiejś kontroli). Gdy chcę zamówić kurs będąc już na zewnątrz okazuje się, że koszt wzrósł do... 165 BRL! Przewijam sobie jednak listę dostępnych aut i okazuje się, że na samym końcu czeka sobie grzecznie Uber Black w cenie 120 BRL. To nadal więcej, niż wcześniej, ale zamiast jakiegoś ciasnego autka, podjeżdża po nas duży chiński sedan Cherry Arrizo 6.
Dojazd do hotelu zajmuje godzinę z kwadransem. Korki są duże, bo to poranne godziny szczytu, w czasie których nawet wielopasmowa Rodovia Ayrton Senna wypełnia się po brzegi. Ślimaczących się kierowców pozdrawia sam Ayrton spoglądający na wszystkich z postumentu ustawionego zaraz przy szosie.

Docieramy do naszego hotelu, którym jest Reneissance Sao Paulo. Jest wczesny ranek, ale spełnili moją prośbę mailową i nasz pokój jest gotowy. Zapraszają nas również na śniadanie, z czego oczywiście chętnie korzystamy. O tym drugim napiszę krótko w innym odcinku. Teraz tylko kilka zdjęć z pokoju. Wystrój nie wzbudza ekscytacji estetycznej, ale trudno się do czegokolwiek przyczepić. Jest przestrzennie, czysto i schludnie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na odcinek o Sao Paulo zaproszę w stosownym momencie (postaram się nie odwlekać go zbyt mocno :) ).To tylko wypadek przy pracy. Choć może podświadomy, bo dzieciństwo upłynęło mi w dużej mierze pod wpływem dziadka - intendenta na promach pływających do... Szwecji.Na zwiedzanie miasta umówiliśmy się z mieszkającym tu od kilku lat Maćkiem (https://www.instagram.com/maciejmagicbiesiada/).

Trafiłem na niego w internecie zupełnie przypadkowo. Traf ten okazał się bardzo szczęśliwy, bo Maciek jest niezwykle przyjaznym i uczynnym człowiekiem (może to kwestia pomorskiego pochodzenia :D ) . Takich ludzi spotkać jest już niezwykle trudno.

Jesteśmy umówieni przed południem. Maciek podjeżdża po nas swoim autem i zgodnie z ustaleniami jedziemy do kilku miejsc mniej oczywistych (te sztandarowe odhaczyłem już przy poprzedniej wizycie).

Najpierw trafiamy na jeden z wielu dzielnicowych "ryneczków" ulicznych (zwanych "feira") ze straganami pełnymi warzyw, owoców, ryb i innych dóbr.

https://maps.app.goo.gl/D51HNdb54bfqtY8C8

Cały czas słabiej lub mocniej pada, więc zadaszenia nad stoiskami są zbawienne.

Image

Image

Image

Image

Image

U starszej Pani na zdjęciu powyżej obkupujemy się w przyprawy wszelakiej maści. Ponieważ jest już po 13:00, trwa tzw. "chepa", czyli końcowa cześć handlowego dnia, w której sprzedawcy drą się w niebogłosy oferując różne rabaty. Nasza sprzedawczyni nie krzyczy w ogóle (i tak nie dałaby rady wycisnąć ze swego wątłego ciała wystarczająco silnego dźwięku), ale i my korzystamy z "chepa" dostając jakieś gratisy. Część sprawunków na drogę powrotną jest już załatwiona.
Owa starsza Pani, mimo że posiada terminal płatniczy (jak większość straganów, a ponoć nawet - jak mówi Maciek - żebracy na skrzyżowaniach), nie specjalnie potrafi go obsługiwać, więc do obsługi klienta w zakresie płatności musi zaangażować kogoś z innego stoiska. Niewykluczone przy tym, że to po prostu kwestia niepiśmienności tej Pani, co jest podobno wciąż jeszcze dużym problemem w Brazylii.
Na koniec wizyty wypijamy jeszcze solidne porcje wody kokosowej i napoju z trzciny cukrowej z limonką (pychota) i jedziemy dalej.

Image

Docieramy do Beco do Batman - zaułku Batmana. Mieści się to tu:

https://maps.app.goo.gl/LAaFipUhcnEGCXyy5

Dla miłośników sztuki ulicznej, miejsce obowiązkowe. Wszystko zaczęło się tu od namalowania (nieistniejącego już) graffiti o tematyce batmanowskiej, potem dochodziły kolejne, a teraz jest to już sporych rozmiarów i ciągle się rozrastająca ogólnodostępna galeria uliczna.

Image

Image

Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (15)

tarman 26 listopada 2021 05:08 Odpowiedz
@tropikey będę śledził jak odmieniasz sobie klimat [emoji106]Wrzucaj foty, będą cieszyć oczy w tej naszej szarudze.
igore 26 listopada 2021 12:08 Odpowiedz
@tropikey napisz koniecznie ile przytyles w trakcie tej podróży. Wciąż jesz i jesz [emoji3]
tropikey 26 listopada 2021 17:08 Odpowiedz
Tu mnie masz :DWłaśnie zameldowaliśmy się w hotelu i pierwsze co robimy, to jemy śniadanie (w samolocie oczywiście też było) :DDalsza część za jakiś czas, bo mamy dziś intensywny dzień w SP....
sko1czek 27 listopada 2021 17:08 Odpowiedz
@tropikeyTe ośnieżone szczyty widziane z Barajas to Sierra de Guadarrama. Miejsce na solidne narty zimą.
sudoku 27 listopada 2021 17:08 Odpowiedz
Czy szwedzkie napisy w teledysku Barry'ego też mają jakieś (np. symboliczne) znaczenie?
tropikey 27 listopada 2021 17:08 Odpowiedz
To tylko wypadek przy pracy. Choć może podświadomy, bo dzieciństwo upłynęło mi w dużej mierze pod wpływem dziadka - intendenta na promach pływających do... Szwecji.
osk 1 grudnia 2021 12:08 Odpowiedz
Dwa pytania:- ile Pani Ania życzy sobie za dniówkę?- w Hiltonie da radę wjechać na górę na zdjecia, ewentualnie coś drobnego zamówić czy tylko dla gości hotelowych?
tropikey 1 grudnia 2021 12:08 Odpowiedz
Dwie odpowiedzi:1) za każde 8 h (w praktyce wychodziło zawsze dłużej) zapłaciliśmy 400 BRL, łącznie za 2 osoby. W sumie wyszło zatem 800 BRL, do podziału na 2. Oczywiście, bilety wstępu i transport (zawsze Uber) to dodatkowy koszt, ale to jest do wydania niezależnie od formy zwiedzania (dodam, że oficjalni przewodnicy mają wstępy i przejazdy kolejkami za darmo), 2) wydaje mi się, że tak zupełnie bokiem wjechać się nie da, bo do wjazdu na dowolne piętro musisz mieć kartę. Niewykluczone jednak, że po zagadaniu w recepcji, że chce się pojechać do Lounge Isabel (nazwa baru), jakoś to organizują. Mogę o to zapytać - dam jeszcze znać.
ofer 1 grudnia 2021 17:08 Odpowiedz
Ja chciałem kogoś wprowadzić do saloniku w tym Hiltonie na spotkanie to się nie zgodzili.
tropikey 1 grudnia 2021 23:08 Odpowiedz
W recepcji powiedzieli, że najlepiej dzień wcześniej skontaktować się z nimi i zarezerwować miejsce, a oni, po przyjściu takiego gościa z zewnątrz wpuszczą go do góry.@ofer - może chodziło Ci o ich Executive Lounge (strasznie marny swoją drogą)? To na samej górze, to Isabel Lounge.
osk 1 grudnia 2021 23:08 Odpowiedz
Czyli rozumiem że ten cały Isabel Lounge nie jest ogólnodostępny? Ja nie będę tam nocował, a wjechać bym chciał [emoji3]
man4business 1 grudnia 2021 23:08 Odpowiedz
@tropikey Cieszę się, że jesteś zadowolony z usług Ani - polecam za każdym razem, bo ona ma furę pomysłów na zwiedzanie Rio i okolic.Jak ktoś chce wycisnąć maksimum, to polecam kombo z kierowcą (np. lokalsem, Gabrielem), wprawdzie to kosztuje kolejne 400 BRL, ale są to bardzo dobrze wydane pieniądze.Co do pomników, jak już znalazłeś Chopina, to między wejściem 8 a 9 koło Ipanema jest popiersie Piłsudskiego (Busto do Marechal Józef Piłsudski), obecnie ma oberwaną tablicę, ale rozpoznawalny bez problemu ;)
tropikey 3 grudnia 2021 12:08 Odpowiedz
Gdyby ktoś był ciekaw, jak brzmi samba przy Pedra do Sal, to tu jest przykład (jest jedną różnica: teraz jest zachowany drobny dystans między muzykami, a widownią):https://youtu.be/4xG49p_QFGg
igore 3 grudnia 2021 17:08 Odpowiedz
Fajna relacja, choć trochę nie w moim stylu, gdyż wolę odkrywać (lub nie) wszystko sam. ;) Rio jest super. Sam spałem w 2 favelach i widok tylko trochę gorszy niż z Hiltona. ;)
osk 3 grudnia 2021 17:08 Odpowiedz
Mam nocleg w Visual Rock Hostel w Rocinha i na to liczę [emoji3]