0
pabien 1 czerwca 2022 12:45
Pociągiem wg stanu na koniec maja i do połowy czerwca b.r. w Albanii można jeździć 3 dni w tygodniu. 2 weekendowe na trasie Durres Elbasan, a we wtorki ze Szkodry do Lac.
Nasza mała wycieczka na weekend miała plan nieskomplikowany. Przylot, bus do Durres, nocleg. Kolejnym punktem planu był nocleg w Tiranie.
Ponieważ po drodze z lotniska przejeżdżaliśmy obok głównego dworca w Durres oczywiste było, że tworzące się na miejscu plany na to co robić w międzyczasie obejmą podróż pociągiem.
Sprawdzanie internetów doprowadziło do konstatacji, iż do Tirany na pewno nie dojedziemy i raczej w ogóle nie da się nigdzie pojechać (później okazało się, że koleje albańskie jednak podają na swoich stronach aktualny rozkład jazdy). Rano zauważyliśmy (choć już wcześniej to podejrzewaliśmy), że nasz nocleg był tuż obok stacji. Wisiał tam nieaktualny od października rozkład jazdy, a peron pasażerski oddzielony był od dworca składem towarowym.
Nie dawało to wielkich nadziei. Tak czy owak, aby wydostać się z Durres mniej więcej w kierunku Tirany musieliśmy pojechać w okolice dworca, skąd odjeżdżają busy i autobusy.
Na dworcu wisiał kolejny nieaktualny rozkład, tyle że w języku angielskim. Kasa była zamknięta. Udaliśmy się na zwiedzanie, fotografowanie, oglądanie dworca, stojących tam składów pasażerskich i czechosłowackich lokomotyw z lat 80-tych.
W międzyczasie z różnych źródeł dowiedzieliśmy się, że pociąg jedzie do Elbasan, odjazd 13:55.
Bilet kosztuje 145 LEK (5,5 zł), mam wrażenie, że cena jest niezmienna od lat, ponieważ koleje albańskie mają duży zapas biletów z wydrukowaną ceną i nie chcą aby się zmarnowały.
Było około południa, więc mieliśmy jeszcze czas na zwiedzanie miasta i szybki posiłek. Trzeba było podjąć decyzję. Część była zdecydowanie chętna i entuzjastycznie do pomysłu nastawiona, część w tym ja, nie do końca. Pomyślałem jednak, że w Tiranie już bywałem, pociągiem nie jechałem, nie wiedziałem jak taka podróż będzie wyglądała, ale wyczuwałem istotne szanse na to, że może przynieść wrażenia niezapomniane. Dzięki tej chłodnej kalkulacji uznałem, że wchodzę w to. Pociągiem pojechali wszyscy uczestnicy wycieczki.
Jeśli chodzi o zwiedzanie Durres jeden z uczestników wycieczki wybrał opcję hardcore, pozostali zdecydowali się na wersję soft, różniły się one bliskością kontaktów z wieżą wenecką.
Wszyscy stawili się przed pociągiem o czasie, więc boarding przebiegł bez spinki, zdążyliśmy nawet zrobić grupowe selfie przed odjazdem. Bilety nabyliśmy wcześniej, kasa otwiera się jakiś czas przed odjazdem, bilety sprzedaje przemiła, uśmiechnięta Pani.
Pociąg nie był szczególnie zatłoczony, jednak w dwóch wagonach jechało na pewno kilkadziesiąt osób. Skład pociągu nie był podzielony na klasy, jednak po przejściu przez całą jego długość dało się zauważyć, że im bardziej do tyłu tym czyściej – zresztą na samym końcu były butelki z wodą, szczotki i środki czyszczące.
Czas na kilka zdań o współpasażerach, bo to jedna z większych atrakcji podróży. Ja na początku, w przedziale za naszą miejscówką natknąłem się na Pana, który przedstawił się jako Orion. Zamieniliśmy kilka zdań, potem jednak wyłączyła mu się interaktywność. Zupełnie inaczej było z pasażerami, którzy jechali na początku pociągu. Była to kolorowa banda składająca się z dzieci, spotkanymi przedtem przed dworcem, które chciały abyśmy im coś podarowali. W pociągu też trochę chciały, ale nie za bardzo. Bardziej się śmiały chodziły w tę i z powrotem, prosiły o papierosy i w ogóle dobrze się bawiły, my zresztą przy nich też. Trudno było określić ich liczbę tych bo ciągle pojawiały się nowe.
Było też kilku dorosłych, część z nich wsiadła na kolejnych stacjach, w tym na tej gdzie do „peronu” trzeba było dojść przechodząc przez skład towarowy. Był wśród nich ten do którego dzieci zwracały się „Szef”. Szef miał harmonię, kobieta z którą się pojawił mały bębenek. Na tym bębenku zresztą Szef zagrał nam na pożegnanie. On chyba naprawdę był najważniejszy – po tym kiedy dzieci dostały od nas lotowskie bułki z Putki jedną dzieci włożyły mu do torby. Przedtem przyniosły mu kilka par jeansów do obejrzenia.
Oprócz tego były ze dwie dorosłe kobiety oraz kilku mężczyzn z bębnami i jeden bez nóg – niezwykłe jak pozostali pasażerowie zorganizowali mu wychodzenie z pociągu – tam peron jest bardzo niski, więc zejście na łatwe. Zaangażowało to wiele osób i w mig siedział na wózku na peronie.
Był też Sylwester Stallone. Jakoś nie od razu go zauważyliśmy, może pojawił się później. Pojawił i zaczął rozdawać dziewczynom czereśnie.
Istnieje trochę fotografii, jednak one jedynie w części oddają to co się działo. Każdemu, kto radzi sobie w warunkach mniej luksusowych oraz jest otwarty na kontakty z innymi (w sumie to odwrotnie, kto potrafi odnaleźć się jako inny) bardzo serdecznie polecam samemu przeżyć to doświadczenie.
Cała trasa to wiele uśmiechu i radości. Myśleliśmy o tym, że latem po Niemczech nie będzie tak ciekawie. Ja powiedziałem dzieciom, że po Niemczech mogą jeździć cały miesiąc za 9 EUR, ale nie wiem czy zrozumiały – mówiłem wolno i wyraźnie po polsku.
Sam skład pociągu mniej więcej odpowiadał wyobrażeniom o kolejach albańskich. Wagony bezprzedziałowe, pomalowane częściowo z oknami. Nieliczne okna się otwierały, większość miała ślady rzucania w nie ciężkimi przedmiotami. Drzwi między poszczególnymi częściami pociągu miewały wybite szyby, podobnie drzwi wejściowe. Odnosiło się wrażenie, że nie jest czysto. Z tym wrażeniem jaskrawo kontrastowała Pani Kierowniczka Pociągu. Ona wyglądała bardzo czysto i schludnie i to mimo faktu, iż zaczęła podróż z Elbasan o 6 rano, wracając do siebie po wpół do piątej.
Toaleta stanowi pewną ciekawostkę. Okna mają szyby, ale są one w pełni przezroczyste dając zarówno osobie korzystającej jak i zewnętrznym obserwatorom dobrej jakości widoki. Drzwi do toalety co prawda nie są przezroczyste, ale zamknąć się nie dają.
O ile albańscy kierowcy są bardzo oględni w trąbieniu o tyle motorniczowie (mówię to na przykładzie tego jednego, ale może to być grupa reprezentatywna, gdyż niewykluczone, iż obecnie w Albanii jest ich dwa zespoły – a może jeden, w końcu jest sporo czasu, aby dojechać do Szkodry na wtorek i wrócić na sobotę) lubowali się w sygnalizowaniu faktu, że pociąg jedzie. Trąbili często, długo i głośno.
Trasa oferowała zróżnicowane widoki na faunę i florę. Osobną atrakcją był koniec ostatniego wagonu – otwarty i oferujący wspaniałe możliwości podziwiania pozostawianej za pociągiem drogi. Ponieważ trasa liczy poniżej 100 km, a pociąg pokonuje ją w 2h 40 min jest dużo czasu na jej kontemplację, a tempo w jakim porusza się pociąg pozwala na dostrzeżenie również mniejszych szczegółów.
Po drodze jest kilka tuneli. Nie są one szczególnie długie, ale ponieważ pociąg nie porusza się szybko czas przebywania w nich jest odpowiednio dłuższy. W tunelach jest ciemno – podobnie robi się w wagonach. Dzieci pokazały mi, że należy wtedy krzyczeć. Spróbowałem, było fajnie – polecam
Pociąg do stacji docelowej dojechał zgodnie z rozkładem, zważywszy iż nie jest on napięty podejrzewam, że tak dzieje się w większości przypadków. Ze stacji drogą odchodzącą prostopadle od torów, jakieś 15 min idzie się do modernistycznej fontanny. Stamtąd już rzut beratem do miejsca odjazdu autobusów do Tirany. Obok postoju jest knajpka doskonała na siusiu i spróbowanie domowej rakiji.
Ponieważ fotografuję głównie architekturę zdjęć w relacji prawie nie będzie. Może inni uczestnicy wycieczki dołożą coś od siebie?
ła trasa to wiele uśmiechu i radości. Myśleliśmy o tym, że latem po Niemczech nie będzie tak ciekawie. Ja powiedziałem dzieciom, że po Niemczech mogą jeździć cały miesiąc za 9 EUR, ale nie wiem czy zrozumiały – mówiłem wolno i wyraźnie po polsku.
Sam skład pociągu mniej więcej odpowiadał wyobrażeniom o kolejach albańskich. Wagony bezprzedziałowe, pomalowane częściowo z oknami. Nieliczne okna się otwierały, większość miała ślady rzucania w nie ciężkimi przedmiotami. Drzwi między poszczególnymi częściami pociągu miewały wybite szyby, podobnie drzwi wejściowe. Odnosiło się wrażenie, że nie jest czysto. Z tym wrażeniem jaskrawo kontrastowała Pani Kierowniczka Pociągu. Ona wyglądała bardzo czysto i schludnie i to mimo faktu, iż zaczęła podróż z Elbasan o 6 rano, wracając do siebie po wpół do piątej.
Toaleta stanowi pewną ciekawostkę. Okna mają szyby, ale są one w pełni przezroczyste dając zarówno osobie korzystającej jak i zewnętrznym obserwatorom dobrej jakości widoki. Drzwi do toalety co prawda nie są przezroczyste, ale zamknąć się nie dają.
O ile albańscy kierowcy są bardzo oględni w trąbieniu o tyle motorniczowie (mówię to na przykładzie tego jednego, ale może to być grupa reprezentatywna, gdyż niewykluczone, iż obecnie w Albanii jest ich dwa zespoły – a może jeden, w końcu jest sporo czasu, aby dojechać do Szkodry na wtorek i wrócić na sobotę) lubowali się w sygnalizowaniu faktu, że pociąg jedzie. Trąbili często, długo i głośno.
Trasa oferowała zróżnicowane widoki na faunę i florę. Osobną atrakcją był koniec ostatniego wagonu – otwarty i oferujący wspaniałe możliwości podziwiania pozostawianej za pociągiem drogi. Ponieważ trasa liczy poniżej 100 km, a pociąg pokonuje ją w 2h 40 min jest dużo czasu na jej kontemplację, a tempo w jakim porusza się pociąg pozwala na dostrzeżenie również mniejszych szczegółów.
Po drodze jest kilka tuneli. Nie są one szczególnie długie, ale ponieważ pociąg nie porusza się szybko czas przebywania w nich jest odpowiednio dłuższy. W tunelach jest ciemno – podobnie robi się w wagonach. Dzieci pokazały mi, że należy wtedy krzyczeć. Spróbowałem, było fajnie – polecam
Pociąg do stacji docelowej dojechał zgodnie z rozkładem, zważywszy iż nie jest on napięty podejrzewam, że tak dzieje się w większości przypadków. Ze stacji drogą odchodzącą prostopadle od torów, jakieś 15 min idzie się do modernistycznej fontanny. Stamtąd już rzut beratem do miejsca odjazdu autobusów do Tirany. Obok postoju jest knajpka doskonała na siusiu i spróbowanie domowej rakiji.
Ponieważ fotografuję głównie architekturę zdjęć w relacji prawie nie będzie. Może inni uczestnicy wycieczki dołożą coś od siebie?


1 nasz skład (inni mają również zdjęcia lokomotywy

Image

2. Tory

Image

3. Albania stereotypowa mercedes i bunkier

Image

4. Fontanna w Elbasan (trochę krzywa - może w pociągu odrobinę bujało?)

ImageHuta po drugiej stronie. Fajna, ale czasu na nią nie było, więc największymi atrakcjami były fontanna i bar.

Z ciapągu to wygląda tak



Image Image Image Image

Dodaj Komentarz

Komentarze (3)

oskiboski 1 czerwca 2022 17:09 Odpowiedz
wtak 1 czerwca 2022 23:08 Odpowiedz
Hej. A gdzie główna atrakcja, huta czy coś podobnego w Elbasanie? ?
raphael 2 czerwca 2022 23:08 Odpowiedz
O kurcze! Jakie ładne bilety... reszta hm... ciekawa :)