Dodaj Komentarz
Komentarze (8)
becek
27 listopada 2025 12:08
Odpowiedz
-- 03 Gru 2024 16:39 -- Dzień 4Mohenjo Fucking Daro*Otwieram oczy i…budzę się w pociągu. No tak, jedziemy pociągiem do Rohri. Mieliśmy jechaćzupełnie gdzie indziej ale wiadomości dot. smogu w min. Multan, spowodowały zmianę planu, i napytanie co zamiast , rzuciłem Mohenjo Daro.Pomysł się nie wszystkim spodobał bo prawie nikt wcześniej nie słyszał o tym mieście. Mohenjo Darozostało odkryte w latach 20 XX w. przez brytyjskiego archeologa Johna Marschalla. To jedno z tychmiast starożytnych, o których praktycznie nic nie wiadomo. szacuje się że powstało 2, 5 k lat p.n.e aleniektóre znaleziska datuje się na 8k p.n.e. Miasto które nie odbiega od współczesnych z siatka ulicjak w Nowym Yorku, podzielone na dzielnice, domy posiadały własne łazienki, studnie i kanalizacje(rury do dzisiaj można oglądać w ścianach)-mówimy o mieście, które „może” mieć 10 000 lat.Znaleziono zabawki (także ruchome) mnóstwo stempli, ceramikę, tylko 37 szkieletów ludzi i zwierząt… nie znaleziono natomiast żadnej broni. Nie natrafiono tez na ślad jakiekolwiek cmentarza, a miastomogło mieć 45 000 mieszkańców.Współczesna nauka radzi sobie z takimi odkryciami w prosty sposób-Machu Picchu zbudowaliIndianie, Piramidy Egipcjanie a posagi na Wyspie Wielkanocnej to było hobby lokalnej ludności, któraw wolnym czasie stawiała je z nudów…oczywiście �� -- 03 Gru 2024 16:52 -- Patrzę na zegarek , jest 6:30 czyli zaraz powinniśmy dojechać, czuje się wyspany, pierwotnie pociągmiał być o 5 rano ale miał 2 godziny spóźnienia. Michał na sąsiedniej koi tez już wstał, tak jakpakistańscy przyjaciele z dołu. Przedział miał 6 koi, Michał miał górę ja środek ale było z nami dwóchlokalnych gości i żaden nie rościł sobie prawa do górnej koi wiec skorzystałem-było tam więcejmiejsca i można było mieć plecak pod ręką. Idę do toalety ale pociąg za bardzo skacze żeby z niejskorzystać więc budzę resztę załogi, walenie dłuższą chwile przynosi efekt i w sama porę bo pociągzaczyna zwalniać, jesteśmy w Rohni. Akurat pojawia się pracownik kolei i wręcza tekturowe kopertyz nadrukiem „Pakistan Railways” a w środku szczoteczka do zębów, maszynka do golenia i grzebień��, drugi idzie z kanapki ale my już wysiadamy. Kierujemy się do wyjścia z peronu po schodach,pytamy przy kasach o pociąg do Larkany i słyszymy że powinien 4 minuty temu odjechać ale ciąglestoi przy peronie, zatem lecimy do niego. Pociąg jest jakieś dwie klasy gorszy od ekspresu z Karachi,przedziały są otwarte ale poosiadają rozkładane koje jak w ekspresie. Pociąg jest pusty, przychodząwycieczki oficjeli nas oglądać i gubią milicjanta, który od teraz będzie nam towarzyszył. Po 15 minruszamy a do nas przychodzi konduktor, sprzedaje nam bilety i dowiadujemy się że przy Mahanjo jeststacja i ten pociąg się tam zatrzymuje. Oglądamy widoczki . ludzie na stacjach się dosiadają iprzychodzą nas oglądać jak do ZOO. Wysiadamy na naszej stacji i jesteśmy w szczerym polu, aleopiekuje się nami zawiadowca stacji i jeden tajniak, pakujemy się w 5 do samochodu wielkości Micrya Jasiub jedzie z tajniakiem na tylnym siodełku jego motoroweru. W ten sposób dojeżdżamy namiejsce, fotografują nasze paszporty i wizy, dostajemy przewodnika i ruszamy zwiedzać. Miasto jestbardzo duże, obejmuje obszar 240 hektarów. Trochę z przewodnikiem , trochę sami, na końcuzwiedzamy muzeum i wychodzimy. Tu następuje zonk, nasz system podróżowania -fristajla, niepasuje smutnym panom, następują negocjacje i zamawiają nam autko, które zawiezie nas do larkany(to jakieś 40 km). Po dwóch godzinach zaczyna zapadać zmrok, autka brak, następują zmiany wartypod muzeum a nowi smutni panowie są bardzo niezadowoleni bandą białasów z którymi niewiadomo co zrobić, dzwonią na przemian z telefonu i radiotelefonu ale bez sukcesu. W końcu rzutemna taśmę zatrzymują jadący do miasta busik , wywalają pasażerów i wciskają nas do środka. W środkuniespodzianka, pani siedząca w części męskiej, ale dziwnie duże dłonie i rysy twarzy sugerują że tojednak nie jest pani, ale prowadzi ożywianą dyskusje z panami z przodu, czuć w powietrzu iskrzenie.Khusras bo tak się nazywa ten męzczyzna/kobieta jest kulturowo tolerowany, jest to traktowane tamjako trzecia płeć.Jasiub siedzący blisko niej szybko staję obiektem flirtu, sobie rozmawiają i trzymamy kciuki za udanyromans ale dojeżdżamy na miejsce i czas wysiadać
:(. Jesteśmy wysadzeni przy hotelu, po którego progu przestąpieniajuż do rana nie możemy wyjść. jestem tak wqrwiony ta sytuacją że zamiast z chłopakami dohotelowej knajpy idę do pokoju gdzie po prysznicu , praniu i posiedzenia z tabletem w ręku, dostajewiadomość od chłopaków z knajpy żebym przyszedł bo oni wciąż czekają na zamówienie(minęładobra godzina). Schodzę wiec i i towarzysze im przy posiłku ale sam nie jem. Po całym dniu jesteśmyskonani , hotel całkiem całkiem wiec idziemy spać .*by Jasiub
ewaolivka
27 listopada 2025 12:08
Odpowiedz
Noo, jak zwykle grupa Podróżników przez wielkie P
:) . Podziwiam, choć nie zazdroszczę, bo zbyt ekstremalne. Ten wszechobecny brud...Szacunek za podejmowanie takich wypraw i dzielenie się świetnym opisem i super zdjęciami.
japonka76
27 listopada 2025 12:08
Odpowiedz
A myślałam, że bawiliście się świetnie w tym Pakistanie [emoji38]Jednak wyczuwam sporo złości i zawodu między słowami relacji.Fajnie, że chociaż jakieś kobiety są na zajęciach, i nawet nie całe okutane.
jasiub
27 listopada 2025 12:08
Odpowiedz
@becek, ej ale nie ma o bombie atomowej
:)
:lol: Japonka76 napisał:A myślałam, że bawiliście się świetnie w tym Pakistanie [emoji38]Jednak wyczuwam sporo złości i zawodu między słowami relacji.Myślę, że każdy ma inny odbiór odebrania części (niewielkiej) wolności osobistej. Dla @becek było to momentami ultrairytujące, ja to raczej odebrałem jako część lokalnego kolorytu, na który decydujemy się jadąc do Pakistanu. Mimo, że sytuacja była dynamiczna, smog nie sprzyjał, podróżowanie jest dość uperdliwe itd. uważam ten wyjazd za bardzo udany i inspirujący, w szczególności dzięki wielu fantastycznym ludziom, których spotkaliśmy po drodze.
novart
27 listopada 2025 12:08
Odpowiedz
Z hotelu, po wejściu do niego, nie mogliśmy wyjść jedynie w Larkanie i w Multan - mieliśmy tego świadomość wcześniej. W środkowej części Pakistanu tak dbają o bezpieczeństwo turystów...czy słusznie, trudno tu wyrokować. W każdym razie nie czuliśmy się tam w żaden sposób zagrożeni. W pozostałych miejscach przez odwiedzonych (Karaczi, Lahore, Islamabad) mogliśmy się włóczyć sami po nocy do woli...co też żeśmy ochoczo czynili
:)
sko1czek
27 listopada 2025 12:08
Odpowiedz
Dokładam swoje 11 groszy do Dnia 5 relacji z Paku. Szlachetne Uć (Uch Sharif) a potem zapylone i zamglone Lahore uważam za najbardziej klimatyczne i wspaniałe miejsca, które udało się zobaczyć przez te nasze niecałe 10 dni.
W tych okazałych mauzoleach nie ma grobów. Groby zarówno świętego Jalaluddina Bukhari jak i jego prawnuczki Bibi Jawindi mieszczą się we wnętrzu świątyni.
Człowiek w niebieskim, ze zdjęcia @jasiub, to sprzedawca cukru.
A po zwiedzaniu Uć ucztowaliśmy w fantastycznym, świeżo otwartym lokalu Almadina Dilkash Restaurant, na obrzeżach miasta, przy głównym skrzyżowaniu dróg do Multan i Larkany, przy zjeździe z autostrady: https://maps.app.goo.gl/g6KbB8VR5ceFeDES7
Przed wyjazdem wyrabiamy wizy https://visa.nadra.gov.pk/ Od sierpnia 2024 jest ona darmowa i dostajemy ją bez problemu. Kilka osób pomyliło wniosek (w tym ja) i uiściło opłatę. Więcej wypełniania i na potwierdzenie czeka się dłużej. Nie polecam ?
Do Karaczi przylatujemy na czas. Przed kontrolą paszportową oglądają nasze dłonie i nadgarstki (jakaś kontrola sanitarna?). Paszport, wiza i nazwa hotelu wystarczy do otrzymania pieczątki.
Wymieniamy pierwsze pieniądze na lotnisku 1 USD - 273 PKR. Każdy z nas przyjechał z dolarami. Nie próbowaliśmy korzystać z bankomatów, a kraj jest gotówkowy (nie licząc stolicy).
Korzystamy z dobrodziejstw technologii i odpalamy nasze karty esim. Dwie z trzech zadziałały na początku. Na miejscu do przejazdów wykorzystuje się następujące aplikacje Careem (najdroższy) InDrive oraz Yango. Z tej ostaniej korzystaliśmy najczęściej. Mi nigdy nie udało się zarejestrować na iOS, ale Jasiub i Novart na Androidach zamawiali taryfy jak szaleni ? kluczem do sukcesu jest posiadanie konta w Yandex, bo jest to ta sama grupa.
Udało się zamówić tylko jedną taxówkę. Ja, Jasiub oraz Skoczek idziemy na piechotę przed lotnisko. Po drodze pytamy się taxówkarzy o cenę, ale jest ona niekorzystna. O dziwo żołnierze, których tu pełno nic nie mówią i tym sposobem już poza strefą lotniska bez problemu łapiemy transport w normalnych pieniądzach (700 PKR).
Śpimy w tym przybytku https://maps.app.goo.gl/WfgL24wei3PnLiyy7 Nie ma co się rozpisywać. Szału nie ma. Na dodatek omyłkowo rezerwacja jest na 4 osoby, a nie na 6. Mała kłótnia jak się okazało z naszej winy, ale niesmak pozostał ?
Ja oraz Michal005 trafiamy do jeszcze gorszego miejsca (recepcja zadzwoniła i załatwiła nam brakujące łóżka). Pokój totalnie przepalony fajkami, a łazienka była równie nieprzyjemna. https://maps.app.goo.gl/azBeEMHFPCYSJ9HLA
Natomiast sama lokalizacja jest spokojna i możemy ją polecić.
Pierwszym zadaniem jakie musieliśmy wykonać to zakup biletów kolejowych. Online jest to niemożliwe. Potrzebna jest lokalna karta i/lub pakistański dowód tożsamości. Strona pakistańskich kolei https://www.pakrail.gov.pk/ działa swoim własnym życiem, ale jak uda się wejść to można przejrzeć trasy pociągów.
Lepszą opcją jest strona lub aplikacja ze śledzeniem pociągów. https://www.pakraillive.com/live-tracking
Składy z oznaczeniem UP jadą do góry, a DN w dół kraju. Proste, ale przed wyjazdem nie widziałem tej zależności.
W planach mamy wizytę w Multan. Wybieramy więc pociąg Karachi Express 15 UP. W kasie kupujemy bilety w przedziale 2AC sypialny. Cała szóstka dla nas. 6750 PKR za osobę to naprawdę dużo gdzie minimalne wynagrodzenie w regionie Sindh szacuje się na 37k PKR.
Jest już dość późno i jedyne co nam pozostało to zapoznanie się z lokalną kuchnią. Udajemy się na Burns Road. Stoisk oraz knajpek jest całkiem sporo. Niestety pierwszy wybór był nieudany. Na jedzenie czekaliśmy ponad godzinę i było go tyle co kot napłakał. Pierwsze zamówienie Mutton Saji 1kg dostaliśmy prawie same kości na 6 chłopa. natomiast pierwszy Brain masala był bardzo dobrym daniem. Zdjęć brak, bo aż żal było to fotografować :)
Dzień 3
Po szybkim śniadaniu, zostawiamy nasze bagaże w hotelu na cały dzień i ponownie udajemy się na dworzec Karachi Cantonment.
Po drodze zaliczamy jeszcze wizytę w kantorze 1USD-277PKR, bo nie jesteśmy pewni jak "zamknięte" miast będą funkcjonować. Zajmuje to sporo czasu, skanowanie dokumentów itd. Kilka kantorów jest w naszej najbliższej okolicy wzdłuż głównej drogi Shahrah-e-Faisal Rd.
Wypijamy Afghani Khawa z Gur/Jaggery. Na nasz język to zielona herbata z dodatkami oraz z cukrem trzcinowym.
Łapiemy Yango. Plan jest prosty, zwrot biletów i kupno nowych na ten sam dzień. Zamiast Multan planujemy dojechać do Mohendżo-Daro. Z mapy wychodzi, że rozsądnie będzie szukać pociągu, który będzie przejeżdżać przez Rohri (czyt. Rori), a stamtąd jakoś to będzie.
Udajemy się do kasy @sko1czek próbuje rozmawiać z obsługą.jest dość głośno i komunikacja idzie powoli. Bilet możemy zwrócić z 30% potrąceniem. Jest to chyba najwyższa kara, bo bilet był zwracany w dniu wyjazdu. Udaje nam się kupić nowe bilety na pociąg 5UP Green Line na godzinę 22. Pozostał jeszcze zwrot starych biletów.
W tym okienku gdzie kupiliśmy bilet nie możemy go zwrócić. Chodzimy od Annasz do Kajfasza. Po licznych próbach i interwencji kierownika odesłani zostaliśmy do tego samego okienka i kazali czekać. Nagle okazało się, że potrzebny jest skan paszportu i to dlatego nas na początku odesłali ? Chyba tego nie słyszeliśmy. Na szczęście przydał się jeden skan z kantoru, który szczęśliwie mieliśmy przy sobie. Oczywiście, każdy miał kopie dokumentów, ale w bagażu pozostawionym w hotelu ? Udało się. Czas na zwiedzanie.
Panie zawsze jeżdżą bokiem, a nie okrakiem na motorach.
Kolejne poszukiwania i biegania za Yango. Tak, trzeba się nabiegać i poszukać.
Tutaj podobnie jak w Iraku kierowcy chcą rozmawiać i od razu próbują kontaktować się przez aplikację, dzwonią piszą itd. Najlepiej coś do nich pisać. Jest ok, czekam itd. Wtedy czasami dadzą spokój. Może jest to spowodowane tym, że jeździ się za gotówkę? Nie wiem.
Dojeżdżamy do Muzeum Narodowego. A tam przerwa w trakcie dnia 13-14. Więc godziny 10-17 na googlu to nie jest prawda.
Kolejne łapanie transportu. Tym razem wybór pada na jakiegoś tuktuka i 3 dużych chłopa ciśniemy się i jedziemy do Empress Market. Ładny historyczny budynek targowiska. kameralny, poukładany i dość czysty. Jakoś godzina nam mija na małych zakupach. Płyn do dyzenfekcji rąk, woda z kokosa, jabłka cukrowe (bardzo wrażliwe na transport i szybko się rozpadają, smak słodkiego jabłka z pestkami arbuza).
Wracamy do Muzeum. Oglądamy eksponaty z Mohendżo Daro do którego mamy zamiar jutro dotrzeć, jest też sala ze starymi Koranami i hit. Hinduistyczne pamiątki przytwierdzone wkrętami do ściany! Jakieś 90% tak właśnie skończyło. To naprawdę barbarzyństwo.
Dalej bez sensownego posiłku siły szybko uciekają. Ale nie odpuszczamy. Kolejny punkt to Frere Hall. Ratusz z XIX wieku, teraz wykorzystywany jako biblioteka. Dużo wolnej przestrzeni pozostało jeszcze do wykorzystania, a tablica informowała, że przy współpracy z USA dopiero co skończyli remont.
Kolejny na liście jest nietypowy meczet z największą na świecie kopułą niepodpartą kolumnami. Tooba Mosque.
Kończy się dzień w Karaczi i udajemy się do “strefy jak na zachodzie” na kolację. Port Grand Karachi. Dojeżdżamy akurat na zachód słońca. Wykupujemy razem z wejściem do portu 10 minutowy romantyczny rejs wzdłuż mostu wśród unoszących się śmieci. Na wejściu security z długą bronią. Już mocno głodni szukamy jedzenia. Wybór padł na "AFRIDI INN" Restaurant. Jesteśmy aż za bardzo zaopiekowani przez obsługę, bo nie ma wielu gości. Zasypywani jesteśmy różnymi historiami o Pakistanie. Co do samego miejsca to jest ono typowym dla galerii handlowych food courtem, ale ten został umieszczony na starym moście drogowym. Street food. Suchar. Nowy biegnie równolegle.
Na pewno warty zapamiętania był Chapli Kebab. Fajne ostre mięsko. Robi się późno, a tu trzeba jeszcze wrócić do hotelu po bagaże i dojechać na dworzec. Łapiemy dwa Yango na jeden kurs ze stopem w hotelu. Da się, więc nie tracimy czasu na podwójne zamawianie.