+2
TikTak 22 lipca 2016 14:35
Image

Druga ścieżka nadawała się dla nas.
Powoli, przez las, wspina się ku górze.

Image

Ułożone z desek pomosty początkowo spoczywają na niewysokich palach, później docierają do koron drzew.
Dzięki temu można spojrzeć na las z perspektywy wiewiórki albo nietoperza, których tutaj znowu było pełno.

Image

"Canopy Walking" kończy się na szczycie skal, z której spada wodospad, a widoki z tego miejsca bardzo przypominają
krajobrazy Kakadu.

Image

Do Darwin stąd nie było już daleko.
Meta, do której szczęśliwie udało się dojechać wygląda tak:

Image

W soboty placówka Mighty, Britz, Maui przyjmuje interesantów oddających auto tylko do 15.00.
O, przepraszam.
W sezonie, a taka pora tu właśnie była - czas pracy został wydłużony do 15.30.
Za nic w świecie nie można się spóźnić.
W przeciwnym razie, nie dość, że należy zapłacić za korzystanie z samochodu do poniedziałku,
to trzeba ślęczeć na miejscu dwa dodatkowe dni - przekazanie kluczyków musi odbyć się osobiście.

Obsługa stacji jest uprzejma, jednak stan samochodu przy zwrocie jest drobiazgowo sprawdzany,
trwa to co najmniej godzinę.
W rzeczywistości możemy czekać znacznie dłużej, gdy trafimy na moment, gdy zdających pożyczony
samochód jest więcej albo ktoś stojący przed nami ma inne niż personel Mighty zdanie na temat stanu auta.
Samochód należy zwrócić z pełnym bakiem i butlą gazową.

Wymienionych niedogodności można uniknąć.

Jeżeli w chwili wypożyczenia auta zapłaciliśmy dodatkowo 100 AUD nie musimy przejmować się stanem baku
a pracownicy biura na słowo wierzą nam, że nie potłukliśmy talerzy, nie ukradli widelców ani łyżek albo
nie zrobili czegoś jeszcze gorszego.
Wystarczy oddać kluczyki - i już.

Wcale nie żałowałem tego wydatku, gdy przyglądałem się grupce Holendrów - ich "check-out" trwał już na dobre
gdy zajeżdżaliśmy na plac.
Zdążyliśmy wypakować się, zdać auto, zamówić taksówkę - a gdy opuszczaliśmy wypożyczalnię oni ciągle
liczyli garnki i poszewki na pościel.

Pierwotnie zakładaliśmy, że po półtora tygodnia w kamperze zatęsknimy za wygodami.
I tak rzeczywiście było.
Kilka godzin w Darwin zagospodarowaliśmy wyłącznie w hotelu przy lotnisku.

Po północy samolot zabrał nas do Brisbane, do całkiem innej Australii.

Koniec:)Ha, no tak ...
Bez podsumowania to nawet nieładnie jakoś.
Zatem:
* Przyroda ładna, nawet bardzo.
* Miasta też bardzo ładne.
* Ludzie bardzo mili i pomocni.
Zatem co najmniej trzy powody do wycieczki.

Co do kosztów - między wierszami pewnie uda się znaleźć przydatne informacje.

A przede wszystkim bardzo nas tam serdecznie zapraszają:

Image

:P :P :P Pozdrawiam
TomekTeż miałeś okazję odwiedzić T.P.? Jakie miejsca wybrałeś?

===================================

W innym wątku forum zadeklarowałem, że napiszę parę słów nt. jak niedrogo wydostać się
z portu lotniczego w Sydney, no to piszę:

W zasadzie wielkiego wyboru nie mamy - taksówka albo komunikacja miejska.
Są też różnego rodzaju firmy, mniejsze i większe, które po przedpłacie zapewniają "shuttle from the airport".

Chodniki w mieście są równe i wygodne, wielkich górek nie ma - więc jeżeli od stacji metra daleko do hotelu
nie mamy - komunikacja miejska to jest to.
A jeżeli metro, autobus czy prom - rolę biletu pełni Karta Opal.
Kupuje się ją bynajmniej nie na dworcu, przystanku lub przystani - ale w sklepach spożywczych, drogeriach,
kioskach z gazetami.
Miejsca, gdzie jest to możliwe, są oznaczone chorągiewką - wywieszką i łatwo je znaleźć.

Opłata jaką wnosimy nabywając kartę, to kwota z której jest później odejmowany każdy koszt przejazdu.
Jeżeli wyczerpiemy ją do zera - kartę musimy doładować, najłatwiej w automacie.
Zatem nic niezwykłego.

Trochę nie fair postąpili Australijczycy ze swoimi gośćmi:
Jeżeli na Karcie Opal pozostaną niewykorzystane środki - można je odebrać wyłącznie poprzez przelew
na rachunek bankowy.
Musi to być rachunek otwarty w Australii, więc przeciętny przybysz, np. z Europy o pieniądzach raczej musi zapomnieć.

W związku z powyższym wcale nie miałem wyrzutów sumienia oszczędzając na transporcie z lotniska:

Przejazd ze stacji International Airport albo Domestic Airport do np. Circular Quay (centrum, okolice opery - tutaj warto
znaleźć nocleg) kosztuje ok. 17 AUD.
Tymczasem, gdy do wagonu wsiądziemy tylko półtora kilometra od lotniska, na stacji Mascot - zapłacimy 3.40 AUD a
poza godzinami szczytu 2.40 AUD
Podobno tak duża różnica wynika z apetytów finansowych właścicieli aeroportu.

Bezpośrednio obok terminali jest tymczasem przystanek autobusu linii 400 i 410.
Jest do niego wcale nie dalej, niż na peron metra.
Autobusy te kursują często i za ok. 1 AUD dowiozą nas w pięć minut do stacji Mascot, skąd możemy dostać się już
gdziekolwiek za normalną opłatą.

Image

Rozkład jazdy linii "400" dostępny tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Sydney_bus_route_400

Pozdrawiam
Tomek

Dodaj Komentarz

Komentarze (23)

singielka-1976 22 lipca 2016 14:48 Odpowiedz
Czekam na ciąg dalszy, bo raz, że zapowiada się ciekawie a po drugie wiadomo, że też mam hopla na punkcie tego kraju :).A póki co nie zgadzam się z tym:TikTak napisał:Gdy wynajmujący odbiją na nim swoje piętno a ta czy inna część się obluzuje albo nawet i odpadnie - samochód jest wypożyczany przez firmę Britz.bo nasze oba campery były prawie nowe, nic nie było obluzowane czy nie działało :P.
tiktak 22 lipca 2016 14:57 Odpowiedz
Dzięki:)Dziękuję Ci również za zdjęcia Twojego kampera, o które kiedyś prosiłem.Dowiedziałem się z nich co i jak w takim pojeździe funkcjonuje.Absolutnie nie chciałem powiedzieć, że wypożyczalnie oddają w ręce klientaauta z usterkami.Przed wydaniem są dobrze serwisowane.Nawet moje, choć ze znacznym przebiegiem nie miało najdrobniejszej wady technicznej.
grzesiekc 22 lipca 2016 15:26 Odpowiedz
Ja też z chęcią poczytam, będę tam pod koniec sierpnia a nie mam jeszcze żadnych planów :)pozdrawiam
japonka76 22 lipca 2016 15:42 Odpowiedz
tikTak napisał:Kangury ze skłonnościami samobójczymi pojawiają się po zmroku. To zabrzmiało jak wstęp do horroru. :evil: Mam jednak nadzieję, że relacja będzie w wesołym nastroju mimo wszystko, jak wszystkie Twoje poprzednie.Polubiłam Australię. Ja też byłam jeszcze zimą (wrzesień) w Australii, chociaż pogoda trafiła mi się letnia.
tiktak 22 lipca 2016 17:02 Odpowiedz
Ścieżka w kierunku przystani początkowo wyglądała zupełnie niewinnie.Jak wszystkie inne ścieżki do przystani na świecie.Została nawet zaopatrzona w słupek i deskę z napisem: "Do przystani".Później zrobiła się jakby trochę wąska. Gałęzie wielkich paproci i fikusów zaczęły atakować a w trawie cośszurało, szeleściło i pojękiwało.Dziwny zapach.Trochę jak palonej gumy, trochę jak siarki.Tak, palącej się siarki.Zrazu tylko był, potem przeszkadzał, aż w końcu zaczął dusić.Trzeba wracać, bo podrównikowa noc nie czeka.Ścieżka gdzieś się jednak zapodziała.Kiedy kawałki nieba, które dały radę wcisnąć się między zielony gąszcz stały się pomarańczowe -rozległ się przerażający krzyk.Zawtórowało mu echo, potem odpowiedział mu drugi, podobny potępieńczy wrzask.I nagle las ożył ...Wrzask z setek potępionych gardeł, duszący zapach siarki a resztki nieba nad głową zasłoniłyskrzydła setek krążących gigantycznych nietoperzy.Było ich coraz więcej i były coraz bliżej ...Fuchch, fuchch - odgłos wielkich skrzydeł i ich podmuch na twarzy...=====================Wcale nie będzie wesoło :twisted:
ara 22 lipca 2016 17:48 Odpowiedz
Australia co prawda dopiero w majowych planach, póki co powinnam się skupiać na wrześniowej Gruzji ale... co tu dużo mówić, czekam z niecierpliwością! ;)
tiktak 23 lipca 2016 07:26 Odpowiedz
Jeszcze tylko parę dywagacji natury ogólnej i relacja będzie bardziej rzeczowa.Społeczeństwo Australii dzieli się na dwie grupy: Australijczycypogodni oraz Australijczycywpracy.Ci pierwsi występują najliczniej - spotykamy ich na kempingach, w trakcie wycieczek, na ulicy.Na ulicy niejednokrotnie zdarzy się nam, że Australijczykpogodny sam nas zaczepi, żeby pomóc,gdy zobaczy, że za długo studiujemy mapę albo tak, bez specjalnego powodu, żeby pogadać.Jako turyści Australijczykówwpracy możemy czasem nawet wcale nie spotkać a przynajmniej nie będziemymieli z nimi zbyt częstego kontaktu.Na wszelki wypadek jednak podaję, że ci dzielą się znów na dwie kategorie: Australijczykuciemiężonyi Australijczykdzielny.Australijczykdzielny stara się jak może i nawet w skrajnej sytuacji, gdy do weekendu ma on jeszczesześć dni nie poddaje się i załatwia z uśmiechem sprawę, jaką go obarczyliśmy.Kategoria Australijczykuciemiężony jest niebezpieczna.Całe szczęście jednak, że przedstawiciele tej grupy występują bardzo rzadko, najczęściej funkcjonująw odseparowanych enklawach i przy odrobinie szczęścia da się ich ominąć.Podobnie zresztą jest z krokodylami.Zjawisko jednak występuje i dla zasady trzeba o nim napisać.Australijczykauciemiężonego można łatwo rozpoznać.Praca dla niego jest ponurą koniecznością i krzywdą niezasłużoną.Jest ponury, oschły, okazuje zniecierpliwienie, gdy prosimy o powtórzenie czegoś.Używa angielskiego w slangu zrozumiałym jedynie w wiosce z której pochodzi i kombinujejak się nas pozbyć.W zasadzie to trafiliśmy tylko raz na skupisko Australijczykówuciemiężonych w firmieBushwacker Eco Tours z Brisbane ale z opresji udało się szczęśliwie wyjść.Gdyby jednak ktoś w Brisbane był, to niech uważa.Jakieś ślady z tego gatunku miała też w genach pani z wypożyczalni kamperów w Alice Springs.Na powitanie odpowiedziała ponurą miną i ni to stwierdzeniem ni pytaniem "Name?".Następnie stwierdziła, że z naszym autem jest jakiś problem i dostaniemy inne tylko musimyje pojutrze oddać.Z niechęcią przyjęła moje oświadczenie, że oddam, ale za dziesięć dni i nie tu, tylko w Darwin.Z przebiegłym błyskiem w oku surowo rzuciła: "Licence!".Licence miałem i polskie i międzynarodowe, tak jak wyraźnie w regulaminie wypożyczalni zapisano.Pani była rozczarowana, powodu do odesłania mnie z kwitkiem nie było.- No to przygotujemy ten pana kamper ale to potrwa. Co, nie widzi pan ile tu mamy pracy?!- I apologize for the inconvenience, odparłem i pani przestała się mną interesować całkowicie.Rozsiedliśmy się na walizkach i po godzinie samochód się odnalazł.Wydała nam go inna pani, zdecydowanie z grupy Australijczykówdzielnych i z lekkim opóźnieniemmogliśmy ruszyć w drogę.NAWET, JEŻELI SŁYSZELIŚCIE, ŻE KOMUŚ W WYPOŻYCZALNI WYSTARCZYŁO TYLKO JEDNO PRAWO JAZDY ALBO,ŻE NIE CHCIELI ŻADNEGO DOKUMENTU - ZABIERZCIE DO AUSTRALII OBYDWA.POLSKIE PRAWO JAZDY JEST DOKUMENTEM UPRAWNIAJĄCYM DO KIEROWANIA POJAZDEM A MIĘDZYNARODOWEZ FORMALNEGO PUNKTU WIDZENIA STANOWI JEDYNIE TŁUMACZENIE DOKUMENTU PODSTAWOWEGO.Później byłem świadkiem w Darwin, jak grupa nieszczęsnych Niemców toczyła w wypożyczalni bój,nie mając przy sobie jednego z dokumentów.
gosiagosia 24 lipca 2016 21:27 Odpowiedz
A więc -wróciliście - cali i zdrowi: żaden wąż, pająk ani gad Was nie zeżarł 8-) Z ogromna ciekawoscią poczytam sobie jak przebiegała moja ;) trasa.Ps.Mam problem z poczuciem winy. Nie mam poczucia :mrgreen:
olajaw 26 lipca 2016 11:34 Odpowiedz
@TikTak jak ja lubię Twoje relacje :) czekam na cd. :)
gosiagosia 1 sierpnia 2016 21:08 Odpowiedz
@TikTak - ociągasz się. Czas wrócić do klawiatury 8-)
tiktak 13 sierpnia 2016 01:45 Odpowiedz
Przepraszam za przerwę.Na usprawiedliwienie chcę powiedzieć, że:Na kilka dni po powrocie przeprowadziłem się do domku na działce - a tam Internetu brak.Wprawdzie ostatnio proboszcz po mszy mówił, że będzie światłowód we wsi, ale postanowiłemnie czekać z dalszym ciągiem relacji na jego doprowadzenie.Niestety, gdy wiedziony dobrą wolą wróciłem do cywilizacji, zamiast pracować nad relacją,musiałem, jak co roku, wykonywać czynności pokutne w związku z odbytym urlopem.Była ich niezliczona ilość.Między innymi pojechałem do Poznania, który jest fajny, ale daleko.Musiałem chwilowo zastąpić tam kierownika wdrożenia, który przeżył gwałtowne załamanie nerwowe,po tym, jak cały dział księgowy oświadczył, że u nich nie ma na klawiaturze guzika "Zatwierdź".Wyzwaniem było też przesłanie jednolitego pliku kontrolnego na serwer Ministerstwa Finansów.Trudność polegała na tym, że MF określiło jakie kary będą za niedostarczenie w/w pliku, niestety nie namyśliło się do końca, co też w nim ma być.Pewnie może w nim być cokolwiek, bo serwer na który dane miały trafić - nie działa.W świetle powyższych faktów proszę o usprawiedliwienie.
dziabulek 16 sierpnia 2016 20:51 Odpowiedz
Początek bardzo obiecujący, czekam na ciąg dalszy :)
gosiagosia 13 września 2016 20:03 Odpowiedz
@TikTak - dwa pytania:- o co chodzi z tym pozwoleniem na alko? Dlaczego tak?- czy w tym bajorku w raju mozna się kapać :mrgreen:
singielka-1976 18 września 2016 11:20 Odpowiedz
@TikTak nie ma takiego czegoś jak "miś koala", nawet z pluszu :P
singielka-1976 18 września 2016 14:56 Odpowiedz
@TikTak czy możesz napisać, gdzieście gałgana na ręce brali i ile ta przyjemność kosztowała ? :)
japonka76 18 września 2016 16:28 Odpowiedz
Ja kupiłam oryginalne bumerangi Made in Australia w sklepie z pamiątkami w Blue Mountains. Wysłane z mojego SM-A500FU przy użyciu Tapatalka
singielka-1976 1 listopada 2016 12:00 Odpowiedz
Ale, że jak to już? Taki koniec koniec? A jakieś podsumowanie czy coś? :P
ambush 11 listopada 2016 11:36 Odpowiedz
No Terytorium Północne rzadziej odwiedzane, ale mi też przypadło bardzo do gustu!Fajnie, że mogę zobaczyć relacje właśnie z tego kawałka Australii.
kkl 19 listopada 2016 16:48 Odpowiedz
TikTak napisał:W związku z powyższym wcale nie miałem wyrzutów sumienia oszczędzając na transporcie z lotniska:Przejazd ze stacji International Airport albo Domestic Airport do np. Circular Quay (centrum, okolice opery - tutaj wartoznaleźć nocleg) kosztuje ok. 17 AUD.Tymczasem, gdy do wagonu wsiądziemy tylko półtora kilometra od lotniska, na stacji Mascot - zapłacimy 3.40 AUD apoza godzinami szczytu 2.40 AUDPodobno tak duża różnica wynika z apetytów finansowych właścicieli aeroportu.Bezpośrednio obok terminali jest tymczasem przystanek autobusu linii 400 i 410.Jest do niego wcale nie dalej, niż na peron metra.Autobusy te kursują często i za ok. 1 AUD dowiozą nas w pięć minut do stacji Mascot, skąd możemy dostać się jużgdziekolwiek za normalną opłatą. Rozkład jazdy linii "400" dostępny tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Sydney_bus_route_400PozdrawiamTomekMy wlasnie tak nieco "oszukalismy" system w drodze na lotnisko. Poza godzinami szczytu mozna z centrum dojechac za 2.46 AUD (2.36 za pociag i 0.1AUD za autobus). Pojechalismy z Circular Quay do Mascot. Tutaj trzeba przejsc doslownie 200m na przystanek (stand B - w strone lotniska). Autobus jedzie jakies 15-20min stad. Mielismy szczescie ze doslownie od razu jak wyszlismy z metra podjechal autobus 400 (musielismy nawet troche nawet podbiegnac by go zlapac), dzieki czemu nasza podroz na lotnisko nie byla duzo dluzsza niz podroz pociagiem. Autobusy jezdza jednak co 30 minut, wiec trzeba sobie odpowiedni bufor czasowy zapewnic.Z tym Opalem to faktycznie srednio uczciwe. My mielismy na karcie okolo 4.7 AUD. By dojechac na lotnisko musialbym miec okolo 17. Doladowac mozna tylko wielokrotnoscia 10 AUD. Musialbym wiec doladowac za 20 AUD i zmarnowalibysmy wiec prawie 8 dolarow na kazdej karcie chcac dojechac na lotnisko pociagiem cala trase. Dlatego tez kombinowalismy jak dojechac taniej.
dziabulek 8 lutego 2017 09:31 Odpowiedz
@‌TikTak‌ mam pytanie jak oceniasz wygodę jazdy kamperem? Czy gdybyś miał jeszcze raz wybrać tą opcję to byś ją wybrał czy jednak zamienił na auto+hotel?
tiktak 8 lutego 2017 12:52 Odpowiedz
Bardzo mi się wakacje w kamperze podobały.Prowadzi się toto jak samochód osobowy, mniej więcej.Można powiedzieć, że zawsze się jest w domu, gdziekolwiek by nas noc nie zastała.Nie miałem okazji jeździć większym kamperem, wtedy pewnie trzeba trochę więcej zdolnościprzy manewrowaniu.Zdecydowanie powtórzyłbym wybór takiego sposobu podróżowania w TP.W zasadzie, to trudno mi sobie wyobrazić inną metodę na zdobycie dachu nad głowąi przemieszczanie się tutaj.Odległości są bardzo duże, hoteli, poza kilkoma sztandarowymi miejscami - po prostu nie ma.O czymś takim, jak prywatne kwatery trzeba zapomnieć, bo tu nikt nie mieszka.Noclegi w domkach na kempingach - bardzo ograniczona podaż, kiepska jakość, wysokie cenyi konieczność rezerwacji z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.Agnieszce, tej ze wstępu, pod Uluru udało się z marszu i bez problemu zakwaterować, ale była tampoza sezonem, w porze mokrej a nigdzie w TP nie ma tak dużo kwater, jak w Uluru.A poza tym, to Agnieszka w takich sprawach ma zawsze szczęście...PozdrawiamTomek
dziabulek 8 lutego 2017 13:06 Odpowiedz
Dziękuje za odpowiedź. Ja co prawda planuję zachodnią Australię, a tam łatwiej o noclegi i ich wybór stąd moje pytania. Bo jednak kamper wychodzi dość drogo, biorąc pod uwagę wszystkie dodatki bez których w sumie trudno się obejść oraz o 100% wyższe spalanie niż w osobówce. Poza tym hotel jednak ciut wygodniejszy, wiadomo ciepło, sucho i z przestrzenią itd, ale kamper to przygoda:)
nucyk 16 lutego 2017 21:05 Odpowiedz
Też polecam kamper robiłem tak dwa razy. Raz z Perth do Darwin, a drugi raz z Perth po zachodniej i południowej części, niezapomniana przygoda.